To, że w stolicy jest metro, to powinien być standard. U nas jest na razie tylko jedna linia, i to nadal nie skończona. To bardzo mało. Ale z drugiej strony powoduje to, że rzecz, która w niektórych miastach istniała już ponad 100 lat temu, dla nas jest nadal sprawą wyjątkową i fascynującą. Warszawa ma tylko jedną linię, ale przecież żadne inne miasto w Polsce nie ma nawet tego.
To jest tak naprawdę dziwne, ale metro wywołuje jakieś takie dziwne zainteresowanie i fascynację. Nie wiem, czy chodzi o to, że jedzie się pod ziemią, czy może o to, że jedzie się bardzo szybko (znacznie szybciej, niż naziemnymi środkami transportu. Ale chyba najbardziej przyciąga to, że w metrze czujemy się komfortowo, przyjemnie, nowocześnie. Metro to powiew świeżości - w odróżnieniu od tego, co mamy nie tylko w tramwajach, autobusach czy pociągach, ale w ogóle od tego, co mamy na ziemi w całej Warszawie - od brudu, smrodu, chaosu. Tam wszystko jest proste, uporządkowane. Wszystko (no, może poza małymi wpadkami, które wszędzie się zdarzają) funkcjonuje profesjonalnie. Może to tęsknota za takim "normalnym" światem przyciąga mnie do metra i powoduje, że często lubię sobie po prostu pojechać dalej, niż powinnam, żeby potem wrócić powrotnym pociągiem - tylko po to, by przejechać się dalej i rzucić okiem na inną stację.
Widziałam metro w paru innych miastach - w Pradze, Madrycie, Lizbonie, Paryżu. Zwłaszcza Paryż i Madryt robią wrażenie - trudno zliczyć liczbę linii metra, które tam są (można to chyba porównać to liczby linii tramwajowych w Warszawie). U nas z jedną linią trudno sobie wyobrazić, że metro może być aż tak rozbudowane.
Ale może właśnie dlatego, że metro warszawskie jest takie małe i nadal takie "nowe", jest ono dla wielu warszawiaków takie wyjątkowe?